- Ann rusz się !- krzyknęła moja przyjaciółka tym samym odciągając mnie od myśli.
- Co ?- zapytałam zdezorientowana. Rori szturchnęła mnie biodrem.
- Idziemy na to zakończenie ?- zapytała Caroline. Przewróciłam oczami i ruszyłam w głąb korytarza, zostawiając przyjaciółki w tyle. Po chwili były już u mojego boku i razem kroczyłyśmy ramię w ramię przez korytarz. Uśmiechnęłam się pod nosem wyobrażając sobie jak idziemy w zwolnionym tempie. W Nowym Yorku jest słoneczny, piękny dzień, a my musimy kisić się na sali halowej. Ugh.. Plaża, opalanie, morze, WAKACJE ! Nie mogę doczekać się naszego wyjazdu na Gran Canaria. Od miesięcy planujemy nasz wyjazd tam, to znaczy mój i MS 14. Piękna, słoneczna pogoda, imprezy, drinki, zabawa. Cieszę się, ale co z tego, że boję się? Zostałam zgwałcona. Jedynym co mi teraz pomaga nie rozpaść się, są dragi. Dzień w dzień jestem na haju. Dzień w dzień palę. Po co? To pomaga. Zajmujesz swoje myśli, uśmiechasz się, świat staje się lepszy, muzyka uspokaja i jest ten wymarzony chillout- siedzisz i zatracasz się w muzyce. Odprężasz się, relaksujesz, uspokajasz.
Dyrektor w końcu, zakończył swoją jakże ciekawą przemowę- czujesz ten sarkazm. Co roku ta sama gadka. To było nudne już za drugim razem. Wstaliśmy, poklaskaliśmy i wyszliśmy. Pchnęłam metalowe drzwi i uśmiechnęłam się szeroko. Leon czekał na mnie pod szkołą. Podbiegłam do niego i rzuciłam się mu na szyję. Chłopak uniósł mnie i okręcił dwa razy wokół osi. Stanęłam na nogi i odsunęłam na długość ramion.
- Hej piękna.- powiedział i dał mi buziaka w policzek.
- Cześć przystojniaku.- odpowiedziałam i szturchnęłam go w ramię.- Wiesz co jak mogłeś mi nie powiedzieć, że dzisiaj masz urodziny.- dopowiedziałam udając obrażoną. Zapomniałam chyba wam wyjaśnić skąd go znam, a więc poznałam go dzień po "tym" zdarzeniu. Pamiętam, że wtedy pierwszy raz spaliłam się. Jakimś cudem wyszłam z domu i znalazłam się w clubie. Potem okazało się, że za tym clubem są organizowane wyścigi. Z czystej ciekawości poszłam na nie. Nie wiem czemu, ale Leo zabrał mnie na swój motor. To było coś. Czułam się wolna, bez ograniczeń. Prędkość, którą osiągnęliśmy była tak wspaniała, zwłaszcza, że wszystkie odczucia były wzmocnione przez mary. No i tak jakoś potem wyszło, że poznałam MS 14 i zostałam jedną z nich. Dziewczyny nie wiedzą o tym, ale na razie nie chcę im mówić. Zauważyłam je kątem oka, wychodzące z budynku. Pomachałam i wsiadłam do samochodu Leo. Wiedzą o tym co zrobił mi Lukas. Chłopak, który stał się moim koszmarem. Chłopak, którego muszę oglądać dzień w dzień. Jechaliśmy do domu Jack'a - lidera Mara Salvar'chy. ( Jack Hopkins ) Jako, że jest liderem cała grupa zbiera się u niego. Po piętnastu minutach drogi, stanęliśmy na podjeździe jego domu. Wyszłam z auta i stanęłam przed drzwiami, po chwili otwierając je. Weszłam do domu, a za mną wszedł Leon. Skierowałam się do salonu, z którego było słychać głośne śmiechy i brzdęk butelek.
- Co robicie ?- zapytałam, stojąc w progu.
- Netty !- krzyknął Lex i podbiegł do mnie. Mocno mnie przytulił i pocałował w policzek. Cholernie się zżyłam z nimi przez ten czas, odkąd do nich dołączyłam. Są moją rodziną? Tak, traktuję ich jak braci, a oni mnie jak siostrę. Netty- tak mnie nazywają, taką mam ksywę.
- Impreza? Beze mnie?- oburzył się Leon, stojąc obok mnie.
- Netty dzisiaj jest Twój wyjątkowy dzień. Jako, że do nas należysz - powinnaś mieś swój własny samochód. Dzisiaj wybierzesz sobie jeden z podziemia.- powiedział Joker*, a ja ucieszyłam się jak małe dziecko.
*Notka.*
* Joker - Jack Hopkins
No to rozdział pierwszy. Mam nadzieję, że wam się podoba.
Piszcie co stanie się później. Jakie auto wybierze Anne? Co zdarzy się po tym? Jak zginie Jack?
Kiss. Kwaśna Limonka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz