wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 6.

- Mogę Cię odwieźć, jeśli chcesz, ale sądzę, że nie masz innego wyboru.- uśmiechnął się lekko i ruszył w stronę drzwi. Mimowolnie spojrzałam w dół na jego tyłek. Mmm. Mam słabość do tyłeczków, zwłaszcza tak seksownych jak tego lokowatego chłopaka. Otrząsnęłam się. Ruszyłam za nim, a światło oślepiło mnie na krótki moment. Mrugałam oczami, aż białe plamki całkowicie znikły, a wzrok przystosował się do tak jasnego pomieszczenia. Podłoga była wyłożona marmurem w odcieniu beżu, choć biło od nich zimno podłoga była ciepła. Może ogrzewana? Może. Szłam, a raczej pełzłam za Harrym. Wszystkie kończyny mnie bolały. Zwłaszcza ręka. Piekła cholernie, spojrzałam na nią i zobaczyłam bandaż wystający spod bluzki. Pewnie to jego sprawka. Pomyślałam i kącik moich warg drgnął. Loczek schodził już po schodach zostawiając mnie za sobą. Kręte, wijące się schody. Sprawiały wrażenie jakby prowadziły do nieba lub do piekła. Na dole zauważyłam trzy postacie. Schodząc niżej zauważyłam, że byli to mężczyźni. Mniej więcej w wieku Harry'ego. 
- Hej. Muszę zawieźć tę ptaszynę do domu.- odparł Harry.- Zajmijcie się wszystkim do mojego powrotu. Ok.- zdawało mi się, że ostatnie słowo nie było pytaniem, lecz bardziej rozkazem, który muszą wykonać mimo woli. Kim jesteś Harry Stylesie? I jak wielkie kłopoty mi przysporzysz? Poczułam pulsujący ból głowy. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. W uszach słyszałam pisk. Przeraziłam się i zdążyłam wydusić ciche słowo- Harry- zanim głos ugrzązł mi w gardle. 

*Harry*


Zobaczyłem jak Anna upada. Podbiegłem do niej i wziąłem ją na ręce, kierując się na kanapę. Położyłem ją delikatnie i odgarnąłem włosy z twarzy.- Jest taka piękna.- pomyślałem z zadumą. Uśmiech sam wkradł mi się na usta. Patrząc na nią czułem ciepło w środku blisko serca. Tak jakby jej widok rozgrzewał je, powodując że nie jest już z lodu. Przy niej stawałem się ciepłą kluchą. Tak, to dobre określenie- ciepła klucha. Nie mogę być taki, muszę być twardy, sprawić by zaczęła się mnie bać, ale nie mogę, nie umiem, nie chcę? Jakbym miał dwie osobowości. Jedną dla świata i jedną dla niej. Co w niej jest takiego co mnie urzekło? Kim jesteś Anne Black? I jak wielkie kłopoty mi przysporzysz? 
- Kim ona jest dowiedziałeś się?- zapytał Zayn. 
- Ma na imię Anne Black. Nic więcej nie udało mi się z niej wyciągnąć. 
- Szkoda, że będziemy musieli ją zabić.- dodał Liam.
- Nie.- zaprotestowałem ostro. Może zbyt ostro.- Nie możemy jej zabić, a jeśli jest kimś ważnym? Sami widzieliście, że kręciła się z MS 13. 
- Masz racje. Możemy skorzystać na tym, że jest tu.- wtrącił Niall.
Szkoda, że musisz być tu aniele.- pomyślałem ze smutkiem. Jestem ich liderem i przyjacielem. Mogę na nich wpłynąć, jeśli będzie trzeba to siłą.
- Nic Ci nie grozi aniele.- szepnąłem jej na ucho i pocałowałem delikatnie w czoło. Ma gorączkę. To nie wróży nic dobrego...






*Notka.*


Tak więc jest i on ROZDZIAŁ 6. Już myślałam, że się poddałam, że nic nie wyjdzie z tego bloga. Brak weny bardzo mnie dołował, więc dziękuję MARJORIE M. LIU za mały powrót weny :) btw. gorąco polecam trylogię tej pisarki. Mnie bardzo się podoba chociaż jestem w połowie 3 części :)) 

Zielony to kolor nadzieji, więc miejmy nadzieję, że będzie więcej rozdziałów. :)) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz